07/10/2021
- Dobre flaki to ja mogłbym jadać na śniadanie, obiad i kolację - oznajmił mi swego czasu ojciec.
Kilka dni temu. Składa mi wizytę.
- Tato, jesteś głodny? - pytam w progu.
- Nieszczególnie.
- A wiesz, mamy taką nową restaurację, która dostarcza nam produkty do sklepu. Flaki też gotują. I mam je w lodówce. Może jednak spróbujesz, choćby z czystej ciekawości?
- Dobra, dawaj.
Wyjmuję słoik.
- Ogromna porcja. Odgrzej mi tylko połowę!
Po chwili pytam o wrażenia. Z nieśmiałością, bo ojciec równie wymagający, co nieskory do kulinarnych pochwał - używany przezeń przymiotnik "niezłe" to ekwiwalent "palce lizać".
- I jak?
- Hmmm. Muszę przyznać, że naprawdę dobre. Takie... prawdziwe flaki.
(kwadrans później)
- Synu, wiesz co - odgrzej drugą porcję, jednak zgłodniałem.
Dzisiaj chwilę po godz 16 flaki z NIENAŻARTY zadebiutują w naszym sklepie.
Cieszmy się jesienią. I ufajmy rodzicom!